Bartek Sabela – „Jądro Chciwości. Demokratyczna Republika Konga.”

  • Dla nich jesteście niepowtarzalną okazją – tłumaczy nasz pomocnik. – Wolą sprzedać białemu, bo przynajmniej zapłaci. Czasami niewiele, ale jednak. Jak ktoś znajdzie coś cennego to od razu cała wioska wie. Zawiść jest wielka. Zabiorą. Albo przyjadą bandyci i przystawią karabin do głowy.
    Negocjacje zawsze odbywają sie przez pomocnika, kupujący ze sprzedawcą rzadko rozmawia bezpośrednio mimo, że siedzą przy jednym stole. To dlatego, ze to Marcellin ich przyprowadza i inkasuje prowizję, zazwyczaj od obu stron. Ci bardziej wprawni pośrednicy ceny zawsze wystukują na kalkulatorze i bez słowa podsuwają kupującemu. Wtedy zapada cisza, wymieniają sie porozumiewawcze spojrzenia.

Szacuje się, ze wschodnie prowincje Demokratycznej Republiki Konga kryją złoża złota o wartości 28 miliardów USD. Ogromna część tych zasobów leży na terenach Północnego i Południowego Kivu, prowincji graniczących z Ugandą i Rwandą. Co kilka lat w różnych miejscowościach wybucha gorączka złota ściągająca do danego miejsca rzesze mieszkańców Konga ale również ościennych krajów, zachęconych perspektywa łatwego bogactwa. W 2013 roku gorączka złota wybucha w Shabundzie, niewielkim mieście lezącym w zakolu rzeki Ulindi, jakieś 200km w linii prostej na zachód od Bukavu w Południowym Kivu. Według oficjalnych statystyk w latach 2014 i 2015 z Południowego Kivu wyeksportowano 446kg złota. Jedynym odbiorca tego złota są firmy w Dubaju. Jednak nazwy Shabunda nie znajdziemy w tych statystykach bowiem, według raportu Global Witness, ponad 90% wydobytego złota wywożona jest z Konga nielegalnie, omijając opłaty, podatki i nie zostawiając żadnego śladu w kongijskim budżecie ani na szczeblu lokalnym ani państwowym. Podobnie sytuacja wygląda z innymi surowcami.

Okolice Shabundy usiane są kopalniami złota, cynku, wolframu, koltanu. Każdy obywatel Konga ma prawo dowolnie czerpać korzyści z zasobów, jakie kryje las tropikalny. Pod warunkiem, że nie robi tego na skalę przemysłową lub zmechanizowaną. Zatem kto ma łopatę, wiadro, kilof czy sito to idzie do lasu lub nad rzekę i kopie. Takie rzemieślnicze wydobycie minerałów zapewnia pracę tysiącom mieszkańców Południowego Kivu. Cztery piąte z tych górników pracuje przy wydobyciu złota. Na tym zna się tutaj każdy, zresztą niewprawny adept „górnictwa” złoto może pomylić jedynie z pirytem. Lecz czasami zdarza się, że przy płukaniu złota szczęśliwiec znajdzie coś jeszcze – mały przezroczysty kamień, który może być jego przepustką do nieba.
Kłopot w tym, że w kraju pozbawionym dróg i kontrolowanym przez grupy rebeliantów lub skorumpowane oddziały wojska rządowego, większość „górników”, nawet jeżeli znajdzie cenny minerał, nie ma pieniędzy by znalezisko dowieźć do najbliższego miasta. A wieści po lesie niosą się szybko. A ludzie w lesie potrafią być źli, zawistni i bezwzględni. Zwłaszcza ci z M23, Mai Mai, Raia Mutumboki czy FDLR. Wtedy znalezisko może szybko stać się biletem do piekła.

Bartek Sabela (ur. 1982) – z wykształcenia architekt, a z zamiłowania fotograf, snowboardzista i przede wszystkim wspinacz. Jako pisarz debiutował w 2013 roku książką „Może (morze) wróci”. Opowieść o Uzbekistanie i ginącym Morzu Aralskim została nagrodzona Bursztynowym Motylem oraz Nagrodą Magellana. Obecnie związany jest z wydawnictwem Czarne, gdzie w październiku 2015 roku ukazała się jego druga książka „Wszystkie Ziarna Piasku”. Reportaż z terenów Sahary Zachodniej, ostatniej afrykańskiej kolonii został nagrodzony przez fundację Afryka Inaczej Afrykasem 2015 i nominowany do nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej. W kwietniu 2017 ukazała się jego trzecia książka „Afronauci” – reportaż o pewnym Zambijczyku, który pięćdziesiąt lat temu, miał marzenie by zostać pierwszym człowiekiem na Księżycu. Obecnie podróżuje do Demokratycznej Republiki Konga, gdzie pracuje nad nowym tematem. Współpracuje z Kontynentami oraz Dużym Formatem Gazety Wyborczej.